Lady Gaga Płakała ponad 2 minuty na koncercie w Polsce

Lady GaGa podczas występu w Polsce - fot. Artur RozbiewskiNiespodzianka  polskich fanów kompletnie rozbroiła Lady GaGę. Amerykanka podczas koncertu w Polsce przez dwie minuty płakała ze wzruszenia i nie potrafiła wydusić z siebie choćby zdania.



24-letnia Lady GaGa, najpopularniejsza obecnie wokalistka na świecie, wystąpiła w piątkowy wieczór, 26 listopada, w nowoczesnej, 13-tysięcznej hali Ergo Arena, znajdującej się na granicy Gdańska i Sopotu. Ekscentryczna artystka na scenę wyszła o godzinie 20.40 i występowała przez ponad 120 minut!

Wszystko za sprawą polskich fanów. GaGa otwarcie przyznała w drugiej części koncertu, że chciała w Polsce zaprezentować skrócony wariant Monster Ball Tour. Jednak wystarczyło kilkaset uniesionych w górę karteczek, by zapłakana Amerykanka zmieniła swoje "nikczemne" plany.

Tuż przed wykonaniem utworu "Telephone", gdy wokalistka zbliżyła się do publiczności, jej fani jak na komendę wznieśli do góry motto piosenkarki i zarazem tytuł jej płyty, która ukaże się w 2011 roku - "Born This Way" ("taka już się urodziłam").

GaGa osłupiała. Z początku wydawało się, że to wystudiowane, teatralne zdumienie, ale za chwilę na telebimach ujrzeliśmy, jak piosenkarka... zanosi się szlochem. "Jesteście naj... Nie wiem, co mam powiedzieć" - wydusiła z siebie po kilku dłuższych chwilach wzruszenia. Gdy już doszła do siebie, wykrzyczała w swoim stylu: "A teraz urwę wam głowy kawałkiem, który zrobiłam z Beyonce!" - chodziło oczywiście o wspomniany "Telephone".



W piątkowy wieczór GaGa wielokrotnie nawiązywała do tej sytuacji. Nowa królowa popu w rewanżu za polską gościnność wykonała premierowy utwór - "You And I". Zdradziła też, że album "Born This Way" może być "dłuższy niż się spodziewacie" - GaGa rozważa zamieszczenie na płycie ponad 20 piosenek.

Przy "You And I" dała zresztą nie lada popis - jedną nogą stanęła na fortepianie, drugą zaczęła akompaniować gitarzyście, i w ten sposób obiema nogami wykonała całkiem psychodeliczną solówkę. To nie koniec. Za chwilę z powrotem usiadła przy fortepianie i zaimprowizowała dalszy ciąg utworu. Zaskoczyła tym nawet swoich muzyków, którzy nie bardzo wiedzieli, co ze sobą począć. Gdy GaGa krzyknęła na basistę, zaczęło się kilkuminutowe, jazzowe jam session, do którego po kolei włączali się również pozostali instrumentaliści.

Stefani Germanotta dobitnie pokazała, w czym jest o wiele lepsza od Madonny - świetnie śpiewa na żywo, nawet przy intensywnym ruchu. "Chcecie wiedzieć, ile piosenek zaśpiewałam dziś z playbacku?" - pytała prowokacyjnie. - "Ani jednej nuty! Płacicie za bilety na mój koncert i dlatego nigdy bym sobie na to nie pozwoliła!"

Lady GaGa w Ergo Arena od akcji z karteczkami w połowie koncertu wymieniła słowo "Poland" chyba kilkadziesiąt razy, a przy okazji otulała się polską flagą wręczoną jej przez fanów. Gdy w trzeciej godzinie koncertu wykonywała finałowy numer "Bad Romance", wyglądała na wyczerpaną. Nie zmęczoną. Wyczerpaną. Jak po maratonie.

Hasło "Born This Way" stało się motywem przewodnim tego show. GaGa w swoich długich i głośnych przemowach - niekiedy dość pompatycznych, ale chyba szczerych - apelowała do swoich sympatyków, by wyzwolili się z kompleksów, by nie wstydzili się być takimi dziwakami jak ona sama, by manifestowali swoją odmienność. Piosenkarka na potrzeby "Monster Ball Tour" przyjęła rolę przywódcy buntu przeciwko nietolerancji i na rzecz wolności totalnej.

Nawet jeśli odezwy Lady GaGi wydadzą się niektórym pretensjonalne - a takie miałem parę razy wrażenie - to nie sposób jej odmówić fenomenalnej więzi, jaką zbudowała ze swoimi fanami. To rzecz dziś rzadko spotykana, żeby sympatycy tak mocno identyfikowali się ze swoją gwiazdą, a gwiazda z nimi (co było widać po emocjonalnej reakcji piosenkarki). Ta obustronna identyfikacja to dziś największy kapitał Lady GaGi.



Występ Lady GaGi w Ergo Arena poprzedził mini koncert glamrockowego zespołu Semi Precious Weapons, zaprzyjaźnionego z GaGą. - Chcemy być największą, rockandrollową formacją świata - powiedział portalowi INTERIA.PL wokalista grupy, Justin Tranter. Wkrótce będziecie mogli na naszych stronach przeczytać zapis tej rozmowy i znaleźć więcej informacji na temat Semi Precious Weapons. Dodajmy tylko, że biseksualny Tranter, mocno kojarzony z nurtem queer, wystąpił w butach na wysokim obcasie, widzów nazwał "polish sluts" (nie obraźliwie, raczej pieszczotliwie), a najwierniejszym fanom obiecał, że będzie im świadczył "usługi seksualne". Nudno w każdym razie nie było.


Lady GaGa: Gwiazda totalna

Lady GaGa to pierwsza post-gwiazda, czyli gwiazda totalna, będąca produktem skończonym, wielofunkcyjnym i wielokrotnego użytku, celebrytka i artystka w jednym.

Wokalistka kojarzy się przede wszystkim z przedziwnymi kreacjami - do najgłośniej komentowanych należy "sukienka" z surowego mięsa - oraz przebojami, które całymi miesiącami nie wychodziły z radia, telewizji czy internetu: "Poker Face", "Just Dance", "Bad Romance", "Telephone", "Alejandro" i jeszcze kilka innych.

Ekscentryczna Stefani Germanotta, bo tak naprawdę nazywa się Lady GaGa, wskoczyła na szczyt bardzo szybko i od blisko dwóch lat z niego nie schodzi. Swoją karierą zarządza perfekcyjnie, dbając o każdy szczegół. Stroje, piosenki, sesje zdjęciowe, teledyski, wypowiedzi, koncerty: wszystko to jest częścią spójnej - że użyję modnego dziś słowa - narracji.

Proponuję, byśmy przyjrzeli się fenomenowi ogromnej popularności Lady GaGi przez pryzmat mistrzowskich posunięć marketingowo-artystycznych. Oto 10 najważniejszych elementów wizerunku i twórczości wokalistki:

1. Zuchwałość

Już na samym początku GaGa oświadczyła, że chce być nową Madonną. Jeszcze zanim jej pierwszy singel trafił na listy przebojów, debiutująca wokalistka przechwalała się, że ma wszystkie atuty niezbędne do zawładnięcia masowym odbiorcą. Seria kilku, kilkunastu buńczucznych zapowiedzi, przykuwała uwagę.

2. Dance jako sztuka

Lady GaGa przywróciła do łask muzykę dance spod znaku Ace Of Base, jednak nadała jej zupełnie inny wymiar. Germanotta - która śpiewać potrafi, wcześniej komponowała dla innych wykonawców, sama gra na fortepianie, w nowojorskich klubach śpiewała smooth-jazzowe ballady - sięgnęła po muzykę taneczną bez żenady, z podniesioną głową, a o swoim albumie opowiadała jak o dziele sztuki.

Taki sposób mówienia o elektronicznym popie z mocnym bitem i przebojowym refrenem, chwycił - dzięki temu wokalistka nie została z automatu umieszczona w szufladce "dyskoteka", "obciach" czy "umpa, umpa". Krytycy już nie pisali o tej muzyce jak o brzydkim, cuchnącym stworzonku, które najlepiej izolować od społeczeństwa - zaczęli traktować ją jak pełnoprawną gałąź popkultury, na równi z pozostałymi gatunkami masowej rozrywki.

3. Obrończyni uciśnionych

Wokalistka głośno walczy o prawa mniejszości seksualnych, o prawa zwierząt, wspiera także wszystkich outsiderów i wykluczonych.

Im dalej w swoich dziwactwach posuwa się Lady GaGa, tym bardziej utożsamiają się z nią ludzie odrzucani z powodu swojej ekscentryczności, odmienności. Wokalistka wielokrotnie opowiadała o tym, jak źle była traktowana przez rówieśników, którzy mieli znęcać się nad nią za to, że była inna.

GaGa zbudowała więc wokół siebie społeczność odrzuconych, nierozumianych przez otoczenie nastolatków. Dzięki swojej idolce, mogą czuć się częścią czegoś większego, mogą należeć do grupy "małych potworków", bo tak o swoich fanach mówi Lady GaGa.

4. Pożywka dla plotkożerców

GaGa wie, jak wielką siłą stanowią plotkarskie portale i tabloidowa prasa, dlatego chętnie podsyca gorące dyskusje na swój temat. Internauci do dziś pytają pod naszymi newsami, czy Germanotta przypadkiem nie jest mężczyzną. Wokalistka z reguły nie dementuje najgorętszych plotek na swój temat, a dodatkowo sama dostarcza świeżych kęsów. Obszernie opowiadała m.in. o uzależnieniu od kokainy, o swoim życiu seksualnym, czy o tym, jak po opuszczeniu katolickiej szkoły została striptizerką.

5. Ciało jako performance


Post-gwiazda traktuje swoje ciało jak część scenografii występu czy teledysku. GaGa potrafi się oszpecić, potrafi zrezygnować ze swojej kobiecości na rzecz szokowania, prowokowania czy prezentowania na sobie najdziwniejszych kreacji świata. Nie ma się nawet co doszukiwać tutaj ukrytych znaczeń, bo ich nie ma. Oblepienie się surowym mięsem albo przyklejenie do twarzy setek maleńkich koralików, to kult formy, to demonstracyjne przesuwanie granic, to wreszcie pokazanie, że jej występ trwa cały czas, a nie tylko przez ponad półtorej godziny na koncercie.

Zaczynamy zadawać sobie pytanie: co ta kobieta wymyśli następnym razem? I o to jej chodzi.

6. Seksualność 2.0


"Młoda kobieta nie potrzebuje kolejnego zdjęcia seksownej piosenkarki pop, leżącej na piasku czy pobrudzonej smarem, która dotyka się w intymne miejsca" - opowiadała wokalistka. I choć rozbiera się chętnie, to w niczym nie przypomina to rozbierania się innych gwiazdek popu. To jedynie kolejny odcinek jej performance'u, ona tylko manifestuje brak granic, wolność absolutną. Zresztą możemy być pewni, że jak się rozbierze, to za chwilę zrobi ze sobą coś paskudnego, by tylko zatrzeć ten erotyczny nastrój.

Bardzo silne jest też biseksualne przesłanie jej działalności - wokalistka równie obficie opowiada o pięknie mężczyzn, co o powabie kobiet i deklaruje zainteresowanie obiema płciami. W teledysku do "Telephone" namiętnie całowała się z inną dziewczyną.

Lady GaGa zabawia się też ze społecznymi kanonami postrzegania płci. To dlatego umięśnieni faceci noszą w klipie do "Alejandro" szpilki, a sama wokalistka traktuje ich jak swoich niewolników. Piosenkarka postuluje, by uwolnić się ze sztywnego gorsetu pożądanych przez otoczenie zachowań, zwłaszcza jeśli chodzi o stereotypy dotyczące płci.

7. Brak tabu

Amerykanka w swoich prowokacjach nie cofnie się przed niczym. W Anglii, gdy głośno było o zabójstwach z użyciem noża, odgrywała scenę morderstwa na scenie. Innym razem symulowała popełnianie samobójstwa. Nie brakuje oczywiście opowieści o "lekkim zabarwieniu erotycznym". GaGa w jednym z wywiadów wspominała, jak składała autograf na penisie, a w innym oświadczyła, że chciałaby się kochać z wszystkimi wokalistami Take That... naraz.

8. Ataki wściekłości


Lady GaGa uchodzi za niezwykle wymagającą gwiazdę w stosunku do swoich współpracowników. Gdy ktoś z obsługujących jej trasę koncertową zawali - nie dopilnuje ustawień dźwięku czy jakiegoś elementu scenografii - może się spodziewać karczemnej awantury, a następnie wypowiedzenia. Wokalistka wpada podobno w szał, gdy coś nie idzie po jej myśli.

9. Pracoholizm

Amerykanka koncertuje jak szalona, a w międzyczasie komponuje utwory na nową płytę. Prasa wielokrotnie donosiła o zasłabnięciach GaGi w trakcie występów, jednak wokalistka nie godzi się na zwolnienie tempa.

Zanim powiecie, że robi to wszystko dla pieniędzy, nadmienię tylko, że Germanotta z własnej kieszeni wydała co najmniej kilkaset tysięcy dolarów na scenografię, tancerzy czy stroje. "Pieniądze, które zarabiam na muzyce, przeznaczam na show. Gdybym miała stworzyć spektakl jedynie z tego, co dostaję z wytwórni, to byłoby to bardzo marne przedstawienie" - argumentowała piosenkarka.

10. Lady GaGa jako punkt odniesienia

Niekończące się pasmo sukcesów ambitnej wokalistki sprawiło, że cały popowy rynek zaczął się przy pomocy GaGi definiować. Po muzykę mocno taneczną sięgnęły m.in. Cheryl Cole, Nelly Furtado, Miley Cyrus, Ke$ha, Selena Gomez czy Rihanna (singel "Only Girl In The World"). Najbardziej karykaturalnie wyglądało to w przypadku Christiny Aguilery. Ktoś wpadł na koszmarny pomysł, by Aguilerę - z jej dorobkiem! - wystylizować na coś gagopodobnego. Efekt był opłakany.

Image i kariera Lady GaGi prowadzone są perfekcyjnie. Mam jednak wrażenie, że jako konsumenci muzyki i popkultury, zamiast prawdziwego człowieka z prawdziwymi emocjami, otrzymaliśmy manekina, na który można założyć wszystko i który może powiedzieć cokolwiek, robota zaprogramowanego na prowokowanie, który po włożeniu żetonu odgrywa także przyjemną muzykę do tańczenia.

Michał Michalak

Zobacz co mówi organizator jeszcze przed imprezą - Video Oraz Fragment z Koncertu w Sopocie - Video

interia / epolonia

TV Polvision - Chicago