Amnestia tylnymi drzwiami

Amnestia tylnymi drzwiamiAdministracja Obamy ogłosiła, że zawiesi deportacje tych nielegalnych imigrantów, którzy nie stanowią zagrożenia dla bezpieczeństwa narodowego czy spokoju publicznego.



Będzie to dotyczyć przede wszystkim tysięcy młodych ludzi, którzy przyjechali do USA nielegalnie jako dzieci, a teraz studiują lub służą w wojsku, i mieli nadzieję, że obejmie ich DREAM Act, nieprzyjęty jednak, mimo kilkakrotnych prób, przez Kongres. Ale chodzi nie tylko o tę grupę osób. "Sprawa nie dotyczy tylko potencjalnych beneficjentów DREAM Act, ale wszystkich tych, którzy nie są uznani za zagrożenie bezpieczeństwa USA. Ważne będą tutaj takie kryteria, jak długość pobytu, więzi rodzinne, płacenie podatków itd." – mówi "Nowemu Dziennikowi" Marcin Muszyński, akredytowany przy Imigracyjnej Radzie Apelacyjnej.

Biały Dom i urzędnicy zajmujący się sprawami imigracyjnymi zapewniają, że będą teraz mogli skupić się na przypadkach tych imigrantów, którzy złamali prawo imigracyjne albo popełnili poważne przestępstwo. Wszystkie przypadki imigrantów, którym grozi deportacja – czyli ok. 300 tysięcy spraw – zostaną jeszcze raz dokładnie sprawdzone i uwaga zostanie skupiona właśnie na tych stanowiących zagrożenie dla społeczeństwa. Młodzi ludzie, którzy nie mają legalnego statusu, bo przyjechali do USA jako dzieci nielegalnych imigrantów, będą mieli szansę na pozostanie w Stanach Zjednoczonych. "Nie mogą być karani za błędy rodziców" – powiedział demokratyczny senator z Illinois Richard J. Durbin.

Doradcy imigracyjni przestrzegają jednak przed hurraoptymizmem, bo każdą sprawę będzie się rozpatrywało oddzielnie. "Trzeba pamiętać, że zanim cokolwiek się zdarzy, upłynie sporo czasu, bo 300 tys. spraw nie zostanie rozpatrzonych z dnia na dzień – mówi Muszyński. – Moim zdaniem będzie to wyglądać tak, że podczas rozpraw deportacyjnych będzie się składało wnioski o exercise of prosecutorial discretion i tymczasowe zamknięcie sprawy (administrative closure). Będę wiedział już niebawem, jak to będzie w praktyce, bo mam kilka spraw w sądzie, które poza tym nowym rozporządzeniem nie mają żadnych szans na pozytywne rozpatrzenie".
Nowe przepisy powinny spodobać się Latynosom, na których głosy liczy Barack Obama w przyszłorocznych wyborach. Z kolei republikanie nie kryją swojego niezadowolenia.

"Administracja Obamy znowu pokazała, że popiera przeprowadzanie amnestii tylnymi drzwiami – mówi republikański kongresman Lamar Smith. – Powinni zająć się wprowadzaniem prawa imigracyjnego w życie, a nie szukaniem dróg, jak je ignorować. Oficjele powinni pamiętać o tym, co przysięgali, gdy obejmowali swój urząd i zobowiązywali się przestrzegać konstytucji i prawa tego kraju".
"Bardzo się cieszę, iż pojawiają się już głosy, że to back door amnesty – komentuje wypowiedź Smitha Muszyński. – Jeśli Kongresowi to się nie podoba, może zmienić prawo. Myślę, że prezydentowi chodzi o to, aby sprowokować debatę. W końcu wybory tuż-tuż…".

Przedstawiciele Białego Domu mówią, że nowe prawo nie gwarantuje ulgi jakiejś wybranej grupie osób i zapewniają, że będą rozpatrywać każdy przypadek indywidualnie, by wydzielić te sprawy, którymi trzeba zająć się w pierwszej kolejności. "Prezydent wielokrotnie powtarzał, że nie ma sensu skupianie naszych wysiłków na sprawach mniej ważnych, czyli dotyczących osób, które zostały przywiezione do tego kraju jako małe dzieci i które nie znają żadnego innego domu" – napisała w oficjalnym liście sekretarz bezpieczeństwa krajowego Janet Napolitano.

Według szacunków osób, które mogłyby skorzystać z DREAM Act, jest ok. 2 milionów.

dziennik.com

TV Polvision - Chicago