Kontrole imigracyjne promują szarą strefę
Audyty przeprowadzane w firmach w całym kraju, których celem jest wykrycie nielegalnych imigrantów, powodują, że wielu pracowników przenosi się do szarej strefy, przez co państwo traci wpływy z podatków.
"Wall Street Journal" opisuje historię pary Meksykanów, którzy będąc nielegalnymi imigrantami pracowali w ABM Industries przez dziesięć lat, a w wyniku audytu zostali zwolnieni i teraz łapią się drobnych prac. Organizacje zajmujące się pomocą imigrantom twierdzą, że taka historia, kiedy ludzi kiedyś zarabiających powyżej średniej krajowej pozbawia się pracy, przez co trafiają do szarej strefy, to bardzo częsty scenariusz wśród imigrantów.
Wzmożone kontrole w firmach rozpoczęły się w 2009 roku na polecenie administracji Baracka Obamy. Wymagają od pracodawców, by ujawnili dane swoich pracowników agentom federalnym. Jeśli nie da się udowodnić ich prawa do legalnej pracy, są po cichu zwalniani bez żadnej grzywny, a pracodawcy zostają ukarani.
Na początku audyty nadzorowane przez Departament Bezpieczeństwa Krajowego były dobrze oceniane przez organizacje walczące o prawa imigrantów i uznawane za bardziej ludzkie niż te za czasów prezydentury George'a W. Busha, dlatego że nie prowadziły do deportacji. Ale stało się jasne, że działania powodujące, iż nielegalni pracownicy są spychani do szarej strefy, gdzie mogą stać się ofiarami nieuczciwych pracodawców i zarabiają o wiele mniej, szkodzą nie tylko imigrantom, ale i państwu. Wyrzucani z legalnej pracy nie płacą federalnych, stanowych ani lokalnych podatków.
Audyty krytykowane są zarówno przez zwolenników, jak i przeciwników zaostrzenia prawa imigracyjnego. Także pracodawcy narzekają, że rząd pozbawia ich możliwości zatrudniania cudzoziemców do prac, których Amerykanie nie chcą wykonywać nawet w czasie recesji. W tym roku przeprowadzono kontrole w 2300 firmach.
KASZ, (R)