Obawiamy się drugiej recesji
Coraz częściej mówi się o tym, że druga fala recesji nas nie ominie. Najbardziej chyba martwią się właściciele małych biznesów.
"Uważam, że druga fala recesji już nadeszła – mówi 23-letnia Ewelina Kulikowska z Brooklynu, studentka biznesu, która w USA mieszka od 4 lat. – Martwię się o to, czy po studiach znajdę dobrą pracę. Z kolei znajomi z Polski mówią, że tam też nie warto wracać". Ewelina dodaje, że będzie starała się załatwić sobie jakiś staż, "bo to zawsze jakieś doświadczenie, dzięki któremu łatwiej znaleźć później pracę".
Pesymistycznie patrzą również na sytuację właściciele polonijnych biznesów. Dariusz Skarzyński, właściciel firmy specjalizującej się w systemach alarmowych Aldona Fire Protection z siedzibą na Flushing, twierdzi, że zauważył spadek zamówień o 40-50 proc. "Prywatny rynek jest kompletnie martwy. Żywy w tej chwili jest tylko rynek naprawy systemów – twierdzi pan Dariusz, który ma obecnie ponad 35 pracowników. W czasie pierwszej recesji musiał zwolnić sześć osób. – Jak przyjdzie druga recesja, to ludzie po prostu stracą pracę. Nie będę miał wyboru; nie mogę trzymać pracowników, jeśli nie mam dla nich pracy".
Problem jego zdaniem polega też na tym, że zapłaty uiszczane są z ogromnym opóźnieniem. Czek za usługę przychodzi dopiero w ostatniej fazie pracy. Trzeba na niego czekać czasami od sześciu miesięcy do roku. "Każdy stara się nie wydawać pieniędzy, jeśli to tylko możliwe. Ja przewidywałem pięć lat temu, że się stanie to, co się stało. A druga fala recesji przyjdzie na sto procent. Moim zdaniem jeszcze nie dotknęliśmy dna".
Także Bogdan Pajor, prezes Amtec Int'l of NY Corp. z Brooklynu, firmy zajmującej się m.in. dystrybucją piwa Żywiec, twierdzi, że "kryzys dopiero teraz zaczynamy widzieć. Nas za bardzo to nie dotyka, dotyka natomiast sprzedawców – np. restauracje czy bary – i ten łańcuch idzie dalej, także w stronę naszego biznesu".
Jak podkreślają eksperci, Nowy Jork, który po pierwszej fali recesji doszedł do siebie szybciej niż inne części kraju, może odczuć drugą falę – jeśli takowa nadejdzie – zdecydowanie silniej.
Ostatnia recesja, owszem, miała druzgocący wpływ na wiele inwestycji bankowych i zlikwidowała wiele miejsc pracy. Ale mimo to Nowy Jork odczuł ją słabiej niż inne części USA i odzyskał też wiele utraconych miejsc pracy w tempie dwukrotnie szybszym niż reszta kraju, głównie dlatego, że miasto miało pewne nadwyżki finansowe nagromadzone w czasach prosperity i szybkiego wzrostu gospodarczego, poprzedzających recesję. Nadwyżki te już się jednak dawno wyczerpały. "Gdybyśmy teraz znowu doświadczyli depresji, nie mielibyśmy takiego komfortu, jaki mieliśmy ostatnim razem" – mówi Ronnie Lowenstein, dyrektor Niezależnego Biura Budżetowego. – Jeśli w kraju będzie druga fala recesji, Nowy Jork też to na pewno odczuje".
W czerwcu wskaźnik bezrobocia wyniósł w mieście 8,7 proc. W najgorszym okresie wynosił 10 proc. Największy przyrost miejsc pracy nastąpił w takich sektorach, jak opieka zdrowotna, edukacja i różnego rodzaju biznesy, zwłaszcza te związane z ruchem turystycznym. Wśród wysokopłatnych zawodów najwięcej miejsc pracy przybyło wśród prawników, księgowych i konsultantów ds. zarządzania. Nawet sektory najbardziej dotknięte kryzysem podczas recesji, tj. sektor budowlany i nieruchomości, już powoli zaczęły stawać na nogi i przymierzały się do tego, by znów zacząć zatrudniać, kiedy giełdy poszybowały w dół i sytuacja stała się niepewna.
W dodatku Nowy Jork boryka się też z perspektywą kolejnej fali zwolnień na Wall Street. Utraty pracy obawiają się zwłaszcza pracownicy banków, które mają swoje siedziby główne w Nowym Jorku. "Zaczynamy doświadczać drugiej fali zwolnień i wygląda na to, że będzie ona jakiś czas trwać – twierdzi Marisa DiNatale, ekonomistka z Moody's Economy.com. – W maju i czerwcu z Wall Street już zniknęły nowe miejsca pracy, które zostały tam dodane od stycznia".
Wśród naszych rodaków nie zabrakło jednak optymistów. Mieszkająca na Glendale pani Edyta ze sklepu Kefirek, uważa, że sytuacja już się nie pogorszy. "Jestem pozytywnie nastawiona i myślę, że będzie lepiej – mówi pani Edyta. – Nie zauważyłam też, żeby ludzie mniej kupowali. Podstawowych produktów, jak chleb czy mleko, klienci zawsze będą potrzebować".
Także mieszkający na Ridgewood Grzegorz Wiśniewski, pracownik NYC Transit, nie obawia się przyszłości.
"Jestem optymistą z natury i wierzę, że będzie dobrze – mówi. – Recesja dotknęła mnie tylko w tym, że wartość mojego 401(k) spadła. Na szczęście mam jeszcze 15 lat do emerytury, więc to sobie odrobię" – dodaje.
EK, KASZ, AŚ
dziennik.com