Mońki wolą dziś euro
- www.ePolonia.us
- -► Fakty
- Category: Chicago
- Utworzono: 03 czerwiec 2011
- Żródło: wyborcza.pl
- Hits: 902
Dowcip stary i nieaktualny: Z Okęcia odlatuje samolot do Chicago. - Mońki są? - pyta pilot. - Są - odpowiada tłum. - No to możemy startować.
10-tysięczne Mońki na Podlasiu to jedno z najmłodszych polskich miast. Gdy na świat przychodził obecny burmistrz Zbigniew Karwowski (rocznik 1964), Mońki były jeszcze wsią powiatową. Prawa miejskie dostały rok później. Potem szybko powstało przedszkole, szkoły, nawet szpital, basen. - Władze ludowe chciały pokazać, że potrafią zbudować na kartoflisku San Francisco - śmieje się burmistrz.
Mońki słynęły wtedy jako miasteczko za dolary. Rosły prywatne domy: całe dzielnice klocków o płaskich dachach. Bo mieszkańcy tłumnie wyjeżdżali do pracy w USA, by zarobione pieniądze inwestować w Mońkach. - Pewex funkcjonował lepiej niż w Białymstoku - wspomina burmistrz. Nawet większość ulic w Mońkach jest pod kątem prostym, jak w amerykańskim mieście.
Eee, co tam dolar
Nikt nie wie na pewno, od kogo się zaczęło. Być może od rodziny Bielskich. Burmistrz pamięta jeszcze ich zielonego fiata 125p, przedmiot westchnień wielu mieszkańców. Józef Bielski, dziś właściciel monieckich delikatesów, opowiada, że do pracy w fabryce w USA jeździli jeszcze przed wojną jego dziadek ze strony ojca i rodzeństwo dziadka ze strony mamy. Potem, gdy on sam był dzieckiem, jeździli jego rodzice. - Pływali "Batorym". Pamiętam, jak odwoziliśmy ich do Gdyni. Za rok pracy można było wtedy dom postawić.
W ślad za Bielskimi ruszyło wiele innych rodzin. Jednym z najbardziej znanych obywateli Moniek jest Bogdan Dola, który w Chicago za pieniądze z biznesu budowlanego założył internetową TVP Chicago i produkował seriale o emigrantach.
Wyjechało tak wiele osób, że Mońki stały się jednym z ulubionych terenów badań socjologów i ekonomistów zajmujących się emigracją.
Dziś ten dowcip o Mońkach odlatujących regularnie z Okęcia nie ma już większego sensu. Od kiedy wartość dolara spadła, a Unia Europejska otworzyła rynki pracy, mieszkańcy Moniek o wiele częściej niż do USA emigrują do Europy. - Kiedyś USA to była dla nas ziemia obiecana, raj. Dziś mieszkańcy mówią: "eee, co tam dolar". Jeśli wyjeżdżają do pracy, to do Niemiec, Belgii, Holandii, Skandynawii, Wielkiej Brytanii - wymienia burmistrz Karwowski. - Do USA, owszem, też jest ruch, ale to raczej w odwiedziny do dzieci, rodziców czy innych członków rodziny - dodaje. Szacuje, że w USA jest 1,5 do 2 tys. osób pochodzących z Moniek, w Unii Europejskiej kilkaset.
Na co dzień zmianę dostrzega Zbigniew Mocarski, właściciel kantoru w centrum miasta. Kantory prowadzi od 20 lat. Kiedyś żył z wymiany dolarów. Bywało, że klienci przynosili za jednym zamachem 5-10 tys. dolarów. - Wtedy wiadomo było, że dom buduje - wspomina. Gdy wartość dolara zaczęła spadać, tego typu transakcje się skończyły. Teraz dolary wymieniają głównie emeryci. - Na życie, ewentualnie na komunię dla wnuka. Przynoszą po 250 czy 360 dolarów, a na koniec mówią "do zobaczenia za miesiąc". Są jeszcze tacy, którzy trzymają zaskórniki w dolarach, bo wierzą, że ich wartość wzrośnie. Ale jest ich coraz mniej. Natomiast młodzi wymieniają głównie euro - mówi. Szacuje, że dziś ponad 70 proc. obrotów jego kantoru to euro, 25 proc. dolary, 3 proc. brytyjskie funty. - Gdyby nie euro, kantor można by zamknąć.
Inna sprawa, że dziś przeliczniki są już nie te, i mało kto za przywiezione euro stawia sobie dom.
NYC i Chicago. Teraz lepsza Skandynawia
Zmiana kierunku emigracji dokonała się w Mońkach w ciągu kilku lat. Do Unii m.in. do Belgii mieszkańcy Moniek jeździli, zanim jeszcze Polska weszła do UE, lecz prawdziwa fala ruszyła wraz z członkostwem. Te same osoby, które kiedyś wyjeżdżały do USA, teraz szukają pracy w Unii. Jak Jan Rzemieniecki, z wykształcenia technik elektronik, ojciec prawie dorosłego syna i córki. W Mońkach 20 lat pracował w mleczarni przy kotłach wysokoprężnych. Z żoną prowadzą też niewielkie gospodarstwo rolne. Gdy jeszcze w latach 80. postanowił dorobić, zrobił to, co w Mońkach naturalne: wyjechał do USA. - Rodzina tam była, to i ja chciałem Amerykę zobaczyć - wspomina. W USA pracował dwukrotnie. Wykańczał domy w Nowym Jorku, a potem w Chicago. Posiedziałby tam pewnie dłużej, gdyby nie to, że po pierwszym wyjeździe długo nie mógł dostać drugiej wizy, a gdy ją dostał, bał się nielegalnie przedłużać pobyt, by znów jej nie utracić.
Właśnie dlatego w 2006 r. postanowił szukać pracy w Europie. - Znalazłem w gazecie pracę w Norwegii. Była legalna, ze wszystkimi świadczeniami, i nawet lepiej płatna niż w USA - mówi. Norwegia, choć niebędąca członkiem UE, należy do Europejskiego Obszaru Gospodarczego, gdzie jest swobodny przepływ pracowników. W 2006 r. otworzyła swój rynek pracy dla Polaków. Rzemieniecki znów wykańczał domy, ale jego życie wyglądało inaczej niż w USA. Co sześć tygodni jeździł do Polski. - Oni ściśle przestrzegają godzinowych norm pracy. My pracowaliśmy po 52 godziny tygodniowo, więc po sześciu tygodniach mieliśmy dwa wolnego - tłumaczy. - Z jednej strony to dobrze, więź z rodziną ściślejsza. Z drugiej nie, bo przyjedziesz, przyzwyczaisz się do rodziny, a tu trzeba wracać.
Później na podobnych zasadach pracował także w Szwecji. Gdy rozmawiamy, jest w Mońkach, ale znów szykuje się do wyjazdu. Skandynawia, a szczególnie norweskie Kristiansand na południu kraju, gdzie pracował, nie do końca mu się podobała. - Dzikowaty kraj, straszna nuda. W sobotę po południu, w niedzielę wszystkie sklepy pozamykane, tylko na stacji benzynowej hot doga można kupić. Spokój aż za duży.
Do pubów nie chodził, bo w jeden wieczór można tam zostawić dwudniowe zarobki.
Było jednak coś, co podobało mu się bardziej niż w USA i o wiele bardziej niż w Polsce: kultura traktowania pracowników. Chodzi nie tylko o to, że pracował legalnie i bez nadgodzin. - Magiczne słowo "dziękuję" tam było na okrągło. A gdy się coś sknoci, co wiadomo, że się zdarza, to nikt się nie wydziera. Polscy biznesmeni powinni jechać na Zachód zobaczyć, jak się traktuje ludzi - mówi. W Polsce miał pod tym względem złe doświadczenia. - Traktowanie nie za dobre, a po dwóch latach jeszcze mam niezapłacone!
Ankieta: lepsze USA czy UE?
Za zgodą szkoły przeprowadziłam ankietę wśród dwóch najstarszych klas miejscowego gimnazjum - w sumie 51 uczniów. Pięciu z nich twierdziło, że ktoś z ich najbliższej rodziny pracuje obecnie w USA; czternastu, że w Europie Zachodniej (od Niemiec po Francję, Belgię, Holandię, Szwecję, Wielką Brytanię i Islandię). Kilku kolejnych napisało, że ktoś z ich rodziny pracował wcześniej za granicą, a jeden 15-latek sam już nawet pracował w Holandii.
Pytani, gdzie: w UE czy USA żyje się lepiej - gimnazjaliści częściej wybierali Unię. Dlaczego? Bo "USA przeżywa kryzys i powoli upada". Bo "w USA ludzie nie mają zbyt wiele wolnego czasu, gdyż są pochłonięci pracą". Bo "życie w UE jest o wiele zdrowsze niż w USA". Europa kojarzy im się z "lepszym życiem, zniesieniem wiz", ze "współpracą", lecz także z euro, drożyzną i gwiazdkami na europejskiej fladze. USA to Obama, wielkie miasta, technika, Murzyni, grubasy i niebezpieczeństwa.
Emigracja do UE ma też inne plusy. Dyrekcja szkoły szacuje, że kilkudziesięciu uczniów, którzy powinni chodzić do tego gimnazjum, nie chodzi, bo jest z rodzicami za granicą. Kiedyś do pracy na czarno w USA czy nawet w Europie mało kto zabierał dzieci. Teraz częściej zdarza się, że emigrują całe rodziny.
Są jednak także przypadki odwrotne: słynnych w całej Polsce eurosierot - dzieci zostawianych pod opieką rodzeństwa, babć. Nauczyciele wiedzą, że Mańka bardzo wydoroślała, od czasu gdy najpierw rodzice wyemigrowali, a potem starsza siostra wyjechała na studia do Białegostoku. Nawet sama sobie gotuje obiady. Co innego Artur, który zaczął wagarować. Takich przypadków jest więcej. - Zdarzały się nawet skrajne, że dziecko zostawiono pod opieką sąsiadki - mówi burmistrz Karwowski.
"I love Mońki" i festiwal indiański
Wiele wskazuje, że mieszkańcy Moniek na dobre przestawili się na wyjazdy do Europy. Nawet Józef Bielski, którego rodzina była wśród pionierów zdobywania Ameryki, radził jednemu z synów, by pojechał raczej do Anglii. - Synowie siostry już są w Szkocji - mówi.
Z Europy przyszły też do Moniek różne mody, np. na ekologię. Burmistrz, by wyrugować plastikowe torebki, wyprodukował zielone torby materiałowe na zakupy, z napisem "I love Mońki". Przyjęły się. Za unijne środki realizuje też kolejne inwestycje: drogi, kanalizację.
Nikt nie daje jednak głowy, jak będzie w przyszłości. Wiele zależy od tego, gdzie będzie praca, a gdzie kryzys. Ameryka nadal przemawia do wyobraźni. W Mońkach huczniej obchodzi się amerykański Dzień Niepodległości 4 lipca niż Dzień Europy 9 maja. Do ślubu jeździ się jak w USA: białą limuzyną, którą wypożycza miejscowy biznesmen. Organizowane są festiwale indiańskie, a podczas ostatnich wyborów prezydenckich w USA Telewizja Białystok nadawała właśnie z Moniek. - Gdybym miał Green Cartę, to już bym tam był - mówi Rzemieniecki.
Gdzie najbardziej chciałbyś mieszkać po zakończeniu nauki? - zapytałam gimnazjalistów z Moniek. 11 wybrało rodzinną miejscowość, ponad 20 inne polskie miasta. Pięć osób twierdziło, że chce mieszkać w USA, a 12 w różnych krajach europejskich. Może się okazać, że to trochę myślenie życzeniowe, bo najczęściej wybierali te z przyjemnym klimatem, jak Włochy czy Cypr.
Źródło: Gazeta Wyborcza