Zima paraliżuje jedną trzecią Ameryki
Burze śnieżne i intensywne opady marznącego śniegu sparaliżowały we wtorek większą część Stanów Zjednoczonych. Ich skutki odczuwa prawie jedna trzecia Amerykanów. Żywioł spowodował chaos na drogach i lotniskach, nie wyłączając metropolii nowojorskiej.
Obfitym opadom śniegu na środkowym zachodzie towarzyszy silny wiatr w porywach osiągający prędkość 100 km na godzinę. Zawieje i zamiecie śnieżne powodują, że utrzymanie przejezdności dróg jest bardzo trudne. Na zaśnieżonej i oblodzonej nawierzchni dochodzi do wypadków. Zamykane są autostrady i lokalne drogi. Na wielu z nich kierowcy utknęli w zaspach.
W poniedziałek i wtorek odwołano w USA około 8000 tysięcy lotów. Biorąc pod uwagę, że 10 największych amerykańskich przewoźników dysponuje flotą 5 tys. maszyn oznacza to paraliż komunikacji lotniczej kraju.
Gubernatorzy Missouri, Oklahomy, Illinois i Wisconsin ogłosili stany alarmowe i wezwali żołnierzy Gwardii Narodowej. Do mieszkańców zaapelowano, by pozostali w domach.
W Nowym Jorku padał przede wszystkim marznący deszcz i deszcz. Drogi były śliskie, dochodziło do wielu wypadków. Kumulujący się lód obalał drzewa i powodował zrywanie przewodów. Oblodzone były także trakcje kolei dojazdowych – NJ Transit, Amtraku, LIRR i MetroNorth.
Przez Chicago przeszła największa od ponad 40 lat śnieżyca. Okolice miasta są sparaliżowane. Zamknięte są autostrady i lotniska. Władze apelowały, aby wychodzić z domu tylko w nagłych przypadkach. Śnieg miał nieprzerwanie padać przez dwadzieścia godzin. Sytuację utrudnia wiatr wiejący z prędkością ponad 80 kilometrów na godzinę. Lokalne media wciąż nadają ostrzeżenia.
Do normalnego życia Chicago może wrócić w piątek. W szkołach i na uniwersytetach do tego czasu odwołano zajęcia. Do piątku też ma być pozamykanych wiele firm.
Straż pożarna w Chicago wyposażyła pracowników w 50 skuterów śnieżnych, które mają pomóc strażakom pokonać zaspy, ułatwiając szybkie dotarcie do osób potrzebujących pomocy. Władze tego miasta od kilku dni ostrzegały mieszkańców przed śnieżycą, która swoimi rozmiarami może dorównywać tej z 1967 r. Wtedy opady śniegu doszczętnie sparaliżowały Chicago.
Wichura towarzysząca intensywnym opadom śniegu spowodowała awarię linii energetycznych w co najmniej ośmiu stanach. We wtorek wieczorem prądu nie było w ponad 100 tys. domach. Liczba osób dotkniętych awarią ciągle rośnie.
W związku ze śnieżycami we wtorek zamknięto szkoły i odwołano zajęcia na uczelniach. Władze miejskie w Chicago zawiesiły także na jeden dzień wczesne głosowanie w nadchodzących wyborach samorządowych. Urzędy, a także prywatne firmy zwalniały wcześniej swoich pracowników, by mogli dotrzeć do domów przed nadejściem burzy śnieżnej. Wiele osób także w środę będzie miało wolne.
Z kolei mieszkańcy południowo-wschodnich stanów zmagają się z niskimi temperaturami i gołoledzią na drogach. Lotnisko w Dallas w Teksasie zostało zamknięte we wtorek na 2,5 godziny. Tymczasem miasto przygotowuje się do największej sportowej imprezy roku w USA czyli zaplanowanego na niedzielę finału rozgrywek futbolu amerykańskiego - Super Bowl. W związku z trudnymi warunkami na drogach do kibiców zaapelowano o przełożenie podróży o kilka dni.
Kolejny atak zimy zmusił nawet prezydenta USA Baracka Obamę do zmiany planów. W środę miał przemawiać na jednym z uniwersytetów w Pensylwanii. W związku ze śnieżycami, które przesuwają się nad wschodnie wybrzeże, wizytę prezydenta przełożono na czwartek - poinformował Biały Dom.
Amerykańskie Narodowe Centrum Meteorologiczne ostrzega, że opady śniegu i oblodzenia obejmą obszar od Nowego Meksyku po Maine, czyli trzy czwarte powierzchni USA.
ePolonia (R), (IAR), (PAP)