Ameryka karze za nagrywanie
Policjanci w USA nie lubią, kiedy nagrywasz ich swoją komórką. Grozi za to nawet do 15 lat więzienia, o czym przekonali się artysta i była striptizerka ze stanu Illinois
- Klasyfikacja mojego czynu jest tylko jeden stopień poniżej próby morderstwa - opowiada Christopher Drew, 60-letni artysta i nauczyciel. Portal Chicago News Cooperative opisuje, jak Drew został oskarżony o "podsłuchiwanie urzędnika państwowego bez jego zgody" - wykroczenie pierwszej klasy w stanie Illinois (a także w kilku innych stanach USA).
Pan Drew nie chciał się pogodzić z zakazem sprzedaży dzieł sztuki na ulicach Chicago. Dlatego 2 grudnia 2009 r. zorganizował happening. Usiadł na chodniku przed sklepem Macy's, założył czerwone poncho z napisem "Sztuka na sprzedaż - za 1 dolara" i oferował przechodniom plastikowe torebki ze skrawkami materiału w środku. Pojawiła się policja, która kazała mu się zbierać. Kiedy Drew odmówił, został aresztowany. Jego kolega nagrywał całe zdarzenie kamerą i potem wrzucił filmik na YouTube, ale nie to zdenerwowało policjantów. Oburzyli się dopiero, gdy w komendzie odkryli w jednej z plastikowych torebek z "dziełami sztuki" magnetofon, który cały czas był włączony.
Prawo stanu Ilinois przewiduje surowe kary za nagrywanie ludzi bez ich wiedzy. Za potajemne nagranie osoby prywatnej grożą trzy lata więzienia, za nagranie funkcjonariusza państwowego - do 15 lat. Drew nie miał o tym pojęcia. Teraz czeka na proces, który odbędzie się w kwietniu. - Nic mnie już nie zdziwi - mówi. - Nie dam się zastraszyć. To prawo musi zostać zmienione!
Wpływowa Amerykańska Unia Wolności Obywatelskich (ACLU) zaskarżyła prawo o zakazie nagrywania przed sądem federalnym, ale dwa tygodnie temu jej skarga została - już po raz drugi - odrzucona.
ACLU uważa, że obywatele, nagrywając funkcjonariuszy, korzystają ze świętego prawa do społecznej kontroli publicznych urzędów, co gwarantuje im pierwsza poprawka do konstytucji USA. - Zakaz nagrywania przyjęto wiele lat temu, zanim przeszliśmy rewolucję technologiczną - argumentuje Adam Schwartz, prawnik Unii. - Dziś miliony Amerykanów noszą ze sobą komórki, które mogą nagrywać dźwięk i wideo. Czy nie jest dziwne, że nie wolno ich używać?
- Zezwolenie osobom prywatnym na nagrywanie policji miałoby negatywny wpływ na to, jak policjanci patrolują ulicę i jak wykonują pracę - twierdzi Mark Donahue, przewodniczący związku policjantów z Chicago, który wyrok sądu przyjął z zadowoleniem.
ACLU zapowiada apelację i wylicza jeszcze drastyczniejsze przypadki w Illinois, np. historię byłej striptizerki Tiawandy Moore. - Nie miałam pojęcia, że są jakieś prawa o podsłuchiwaniu - lamentuje dwudziestolatka, której grozi 15 lat. - Boję się, nie chcę iść do więzienia. Chcę, żeby rodzicie byli ze mnie dumni.
Panna Moore żyje w burzliwym związku ze swoim chłopakiem i podczas jednej z awantur wezwała policję. Po przyjeździe patrolu okazało się, że kochankowie już się pogodzili. Jak twierdzi panna Moore, na klatce schodowej jeden z policjantów ją podrywał i dał nawet na kartce swój numer telefonu. Udała się zatem do komendy głównej policji w Chicago, żeby złożyć skargę.
Policjanci z wydziału spraw wewnętrznych starali się ją od tego odwieść. Wyjaśniali, że oskarżony funkcjonariusz cieszy się dobrą opinią i obiecywali, że nikt jej już nie będzie napastował. Oburzona panna Moore zaczęła ich nagrywać na telefonie komórkowym. Kiedy policjanci się zorientowali, aresztowali ją i przedstawili formalne zarzuty. Rozprawę wyznaczono na 7 lutego.
Panna Moore została w międzyczasie zwolniona z aresztu, a potem znów aresztowana - za kolejną awanturę z narzeczonym. Jej prawnik argumentuje, że za nagrywanie w komendzie nie można jej skazać. Miała bowiem uzasadnione podejrzenie, że jej prawa są łamane, a w takim przypadku mogła nagrywać nawet policję.
Gazeta Wyborcza | ePolonia