Anna Klocek kontra korupcja
Kościuszko walczył o niepodległość Ameryki, Pułaski szturmował Savannah, a Klockowa rzuciła wyzwanie korupcji w Chicago! Ta niewysoka, żywiołowa blondynka, matka 4-ki dzieci, znana w środowisku polonijnym, ale także amerykańskim, działaczka kandyduje na stanowisko Radnej Miasta Chicago. To już drugie jej podejście na to stanowisko.
Czy 22 lutego Polonia stanie na wysokości zadania i wprowadzi swojego reprezentanta do budynku przy ulicy LaSalle? Ivo Widlak rozmawia z Anną Klocek.
Co sprawiło, że postanowiłaś kandydować na stanowisko radnej Miasta Chicago? To jest już drugi raz kiedy ubiegasz się o stanowisko radnej. Czego nauczyłaś się? Co wyniosłaś z tego doświadczenia?
Znalazłabym przynajmniej tuzin powodów, dla których postanowiłam szturmować Urząd Miejski w Chicago. Korzenie tych powodów sięgaja do moich (i moich klientów – przypomnę, że jestem pośrednikiem w sprzedaży nieruchomości) przykrych doświadczeń, kiedy to starałam się o pozwolenia budowlane. Odkryłam wtedy “tajniki” działalności naszych radnych. Przemaszerowałam wiele mil po urzędach miejskich, gdzie niekompetencja, opieszałość oraz brak szacunku dla podatnika wyprowadzały mnie z równowagi. Pamiętam, że gdy zapukałam do biura naszego burmistrza, pana Daley’ego, z prośbą o pomoc w złożeniu skargi na jednego z radnych, usłyszałam że nic i nikt nie jest w stanie ruszyć pana radnego z posady: “vote him out of the office”, czyli wyrzućcie go z urzędu w czasie wyborów, powiedział mi jakiś zniecierpliwiony urzędas. Wtedy właśnie nasienie polityczne zakiełkowało mi w głowie. Jak tylko w czasie kolejnych wyborów na horyzoncie pojawił się kandydat przeciwko Levarowi, zaczęłam udzielać się w kampanii pana Peter’a Conway’a, a mój płot z widokiem na stację kolejki “Metra” posłużył jako billboard w jego kampanii politycznej. Peter Conway przegrał. Nie zostało mi to zapomniane, a moje telefony do biura radnego były od tej pory lekceważone. Przekonałam się wtedy, że “chicagowska machina” ma nieprzejednane oblicze i różnorakie “macki”, które sięgaja różnych dziedzin naszego codziennego życia.
Po kolejnych czterech latach, w roku 2007 , zorientowałam się, że mój kandydat, pan Conway, wyprowadził się na przedmieścia i nie będę miała kogo wspierać. Zdruzgotana, usłyszałam, że w takim razie, skoro i tak się wszędzie udzielam, powinnam sama kandydować. No i zaczęłam zbierać podpisy, aby się dostać na listę wyborców. Mimo, że przegrałam, nie byłam ostatnia, a wielu moich politycznie uświadomionych znajomych stwierdziło, że powinnam próbować jeszcze raz.
W międzyczasie sytuacja w mieście pogorszyła się, mieszkańcy mojego okręgu zaczęli wreszcie rozumieć, że czas na zmianę, a nasz radny weteran, w obawie przed sromotną porażką, postanowił pójść na emeryturę. Obecnie kandyduję w towarzystwie 6 innych kandydatów i głosy Polonii mogą zadecydować, czy dostanę się do następnej tury.
Kandydujesz z dystryktu, w którym mieszka bardzo wielu Polaków. Z jakimi problemami borykają się mieszkańcy Twojego dystryktu wyborczego?
Polacy generalnie borykaja się z tymi samymi problemami co wszyscy inni mieszkańcy mojego dystryktu: wysokie podatki od nieruchomości i kurczący się rynek pracy, a także mizerny poziom edukacji w lokalnych szkołach publicznych. My dodatkowo często nie wiemy gdzie się udać po pomoc i do jakich urzędów skierować swojego kroki, gdy mamy problem. Chciałabym przez swoją kandydaturę uświadomić naszej grupie etnicznej, jak poruszać się po chicagowskiej biurokracji i jak korzystać z programów, które oferują różne instytucje. Jednocześnie chcę usprawnić komunikację między naszymi różnymi organizacjami i włączyć je w inicjatywy, w które angażują się organizacje amerykańskie.
Wszyscy Polacy dotychczas ubiegający się o stanowiska przegrali w wyborach. Czy nie obawiasz się przegranej?
Przegranej? Jakiej przegranej? To, że nie dostałam się do rady miejskiej w 2007 nie znaczy, że była to przegrana. Pamiętaj proszę, że moja kampania wyborcza trwała wtedy jedynie trzy miesiące, z małą garstką woluntariuszy i marnymi zasobami finansowymi. Ale zarówno ja, jak i wszyscy, którzy się tą kampanią interesowali, złapali politycznego bakcyla, czy chcą, czy nie chcą. Zarejestrowaliśmy w tamtym okresie sporo ludzi do głosowania. Uświadomiliśmy “naszym”, że polityka jest warta zainteresowania, bo ma wpływ na każdy aspekt naszego życia (cena benzyny, poziom edukacji miejskich szkół publicznych i jakość jedzenia tam podawanego – mogłabym godzinami o tym mówić).
Poza tym, uważam że w pewnym sensie zainspirowałam kolejnych działaczy polonijnych, aby kandydowali na stanowiska na różnych szczeblach. Jak taka “biedna” Klockowa kandyduje, to chyba każdy może? Polak potrafi, czyż nie? A później każdy następny kandydat miał już dodatkową bazę głosujących i każda następna kandydatura pomagała następnemu “chętnemu”. Mieliśmy też parę sukcesów: Krzysztof Wąsowicz, burmistrz miasta Justice; radni w Harwood Heights: Marek Dobrzycki, Mike Gadzinski, Arlene Jezierny – to tylko kilka przykładów, i parę kolejnych, na dalekich przedmieściach, też można byłoby dodać. No i mieliśmy Adama Andrzejewskiego, dobrego kandydata na gubernatora, który choć nie wygrał, pozostaje na arenie politycznej i stworzył prężną, reformatorską organizację “Dla dobra Illinois” (www.forthegoodofillinois.org). Czy to nie są sukcesy? Pamiętajmy, że nie od razu Kraków zbudowano. Prezydent Lincoln siedem razy kandydował, zanim dostał się do Białego Domu.
Natomiast odpowiadając na Twoje pytanie: czy nie obawiam się przegranej, odpowiem, że nie. Jestem głęboko przekonana, że tym razem nie przegram. Jestem przygotowana do tej roli i jako osoba związana od lat z moim dystryktem, wiem w jaki sposób mogę służyć swoim wyborcom. Polonio, teraz albo nigdy!
Jak wygląda obecna Polonia w Chicago i w którą stronę zmierza?
Zróżnicowana wiekowo, wykształcona, zintegrowana dosyć dobrze ze środowiskiem amerykańskim, ładna, bowiem nasze pannice mają niesamowite wzięcie u lokalnych kawalerów i zainteresowana co się dzieje wokół. Quo vadis Polonio? Raczej nie w kolejkę po bilet powrotny do Polski – ci, co mieli wyjechać, chyba już to zrobili. My, którzy zostaliśmy, powinniśmy się trzymać razem i podtrzymywać na duchu w ciężkich czasach. Przecież przetrwanie w trudnościach to nasza polska specjalność, czyż nie?
W minionych wyborach przegrałaś z Patrickem Levarem, który jak twierdzisz reprezentuje i jest częścią "chicagowskiej machiny politycznej". Co to jest "chicagowska machina polityczna"?
System uzależnień polityczno-gospodarczo-profesjonalno-rodzinnych, który od prawie stu lat ma niepodzielny wpływ we władzach miasta. Są to też generalnie pracownicy miejscy, ich rodziny i przyjaciele, ludzie, którym “pozwolono” być przy “korycie” w zamian za ślepą lojalność i posłuszeństwo. Także grupy biznesmenów, którzy dostają kontrakty miejskie i stanowe (naprawy ulic, remonty szkół, wylewanie asfaltu na miejskich parkingach, stawianie płotów dookoła parków, etc). Ten system uzależnień wydaje sie nie do skruszenia, gdyż wizja braku pracy wybije z głowy “głupie myśli” każdemu reformatorowi lub ...buntownikowi. Gdy przychodzi do wyborów rzesze “uzależnionych” ruszają na ulice miasta, aby - dom po domu - przekonać wątpiących obywateli, że życie w Chicago jest wspaniałe, politycy dobrzy, tylko ekonomia zła. I że jak nie daj Boże przyjdzie nowy “boss” to i roboty nie będzie, fala przestępstwa zaleje dzielnicę i Gomora ich nie ominie.
Gdzie i kiedy wyborcy mogą się z Tobą spotkać i porozmawiać o swoich problemach?
W każdą sobotę i niedzielę w moim sztabie wyborczym zlokalizowanym przy 6020 North Higgins Avenue na wysokości Austin Avenue między 11 rano a 5 po południu. Jestem gotowa odpowiedzieć na wszystkie pytania, spróbować rozwiązać problemy i pomóc najlepiej jak tylko mogę. Również zapraszam wszystkich chętnych do pomocy przy mojej kampanii. Chcę zaprosić wszystkich tych, którzy chcieliby pomóc mi w roznoszeniu ulotek, rozstawiania znaków reklamowych oraz tych, którzy mogliby pomóc w dniu wyborów 22 lutego. Zostało jednie kilka tygodni, by zalać nasz 45-ty Dystrykt (Ward) naszą „Polonijną Machiną”! Zapraszam również wszystkich na spotkanie przedwyborcze w niedzielę 30 stycznia o godzinie 4 po południu w salach bankietowych White Eagle położonych przy 6839 North Milwaukee Avenue w Niles. Spotkanie to będzie miało charakter balu kostiumowego. Mam nadzieję, że osoby które przybędą przebiorą się w swoje ulubione postaci historyczne lub polityczne.
Jakie są Twoje plany po – miejmy nadzieję - wygranych wyborach?
Oczywiście zaraz po wyborach planuję zakasać rękawy i wprowadzać zmiany mające na celu polepszenie naszego życia w Chicago!
Rozmawiał Ivo Widlak / ePolonia